-Kurwa znowu się spóźnię- wzięłam z nocnej szafki telefon, na wyświetlaczu były dwa nie odebrane połączenia.Oczywiście budzik był ustawiony ale nie zadzwonił.
Zegarek pokazywał 9.00.Pięknie kolejny raz nie będzie mnie na fizyce. Zawsze wiedziałam, że nie opłaca się chodzić na niedzielne imprezy,które kończą się o 2 w nocy. Po moich przemyśleniach w końcu wstałam z łóżka. Chwyciłam naszykowane ciuchy, czarną bluzkę i tego samego koloru rurki, do tego beżowy żakiet. Pobiegłam do łazienki. Moje ciemne włosy były w nieładzie. Szybko się ogarnęłam, wzięłam prysznic, zrobiłam fryzurę i makijaż. Mam 25 minut do następnej lekcji. Chwyciłam torebkę i ruszyłam w stronę kuchni. Uznałam że tym razem nie mam czasu na śniadanie więc tylko wyjęłam sobie energetyka. Ubrałam moje ulubione czarne szpilki i wyszłam z domu. Jak zdążę na 3 lekcje dzisiejszego dnia to będzie cud.
***
-Czy ty zawsze musisz się spóźniać w poniedziałek? -Usłyszałam za swoim plecami głos
Lodo kiedy akurat wyciągałam książki z szafki.
-Dzień dobry. Ciebie też bardzo miło widzieć.- Odwróciłam się w jej stronę i dałam buziaka w policzek.
-Tak, tak dzień dobry, miło cie widzieć a teraz odpowiedz mi na pytanie.
-Nie nie zawsze, tylko w poniedziałki -Puściłam do niej oczko.
-Chodźmy na te same imprezy a spóźniasz się tylko ty!
-Uspokój się przecież przyszłam.
-Masz rzeczy na prezentację?
-Chodzi ci i o te kartki co były na biurku?
-Tak Demi o te kartki!
-Dudu zluzuj gacie mam je.- Uśmiechnęłam się do mojej przyjaciółki.
-Czy ty zawsze musisz sobie żartowac o rzeczach, które są dla mnie ważne?-Zrobiła groźną minę a potem się uśmiechnęła-Jeszcze raz mnie tak przestraszysz a pożałujże.-Przyjaciółka wzięła mnie pod rękę i ruszyłyśmy w stronę klasy.
***
Wreszcie przyszła pora na lunch. Nałożyłam sobie na tackę kawałek mojego ulubione jabłecznika i zimną herbatę. Zauważyłam, że przy stoliku siedzi cała moja ekipa. Ruszyłam w tamtą stronę by zająć moje miejsce pomiędzy Lodovicą a Cassie. Odkąd pamiętam trzymaliśmy się razem szóstkę. Ja, Lodo, Cess, Matthew, Victor i Susanne. Tylko, że teraz Sue nie ma bo musiała wyjechać do taty.
-Jak wam poszedł projekt?-Usłyszałam pytanie zadane przez Matta kiedy usiadłam do stolika.
-Dostałyśmy piątki-Poklepała mnie Dudu po plecach.
-Tak ale najpierw dostałam ochrzan, że nie było mnie na wcześniejszych lekcjach ale przecież przyszłam na tą pieprzoną biologię.-Uśmiechnęłam się.
-Ważne że się pojawiłaś.
-No wiem, gdyby nie projekt to bym nie przyszła. Przynajmniej bym się wyspała.
-Ile razy mam ci powtarzać, że powinnaś przestać chodzić na imprezy a nie na lekcje?-Usłyszałam głos Sue.
Wstałam, dobre powiedziane, wyskoczyłam z krzesła jak oparzona i rzuciłam się jej w objęcia.
-Kiedy wróciłaś?-Powiedziałam ze łzami w oczach, nie widziałyśmy się już dwa miesiące a wcześniej spotykałyśmy się codziennie.
-Dzisiaj, nawet nie byłam jeszcze w domu.-Reszta osób dołączyła się do naszego uścisku. W końcu jesteśmy znowu razem. Kiedy skończyliśmy się witać z powrotem usiadaliśmy do stolika.
-Oczywiście przyjdziesz na dzisiejszy trening cheerleaderek?-Zapytała Dudu.
-Jasna sprawa.Muszę zobaczyć czy Demi nadal spisuję się dobrze w roli kapitana drużyny.
-Susanne oczywiście, że się dobrze spisuje. Ja zostałam do tego urodzona- Zaśmiałam się i dałam jej buziaka w policzek.
-Tak, tak wiem. A poza tym czy dobrze pamiętam, że w tym samym czasie nasza męska reprezentacyjna drużyna piłki nożnej ma trening?
-Zgadza się-Powiedziałam i automatycznie zrzedła mi mina.
Mam nadzieję, że dzięki temu rozdziałowi udało Wam się trochę poznać moją bohaterkę i że kogoś udało mi się zaciekawić. Bardzo będzie mi miło jeżeli zostawicie swoją opinię w komentarzu :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz